Granica

Ubersreik, Zachodni Reikland 24 Vorgeheim 2588

11

Dziki Gon
W wierzeniach ludów Północy jest jedna przerażające zdarzenie, które zdaje się być podporządkowywać sobie wszystko co żywe i wszystko co jest z tego i z innych światów. Zwą to Dzikim Gonem. Spotkaliśmy się z tym określeniem podczas bardzo długiej nocy, gdzieś w lodowej głuszy daleko na północy. Miejscowi mówili, jakoby w tym czasie, gdy dzień jest najkrótszy i zima jest najsroższa, pojawiać miał się na niebie orszak demonów. Miał sprowadzać śnieg, grad i potężne wichury. Każdy kto stanął na jego drodze był porywany i wcielał się w ów pochód wszelkich szkaradztw i demonów. Zarówno żywi jak i martwi trafiali tam i pędzili po niebie na demonicznych rumakach lub wilkach siejąc strach w sercach wszystkich, którzy widzieli to zjawisko. Mówiono nam, że zwiastuje ono duże zmiany i zwykle niesie śmierć i pożogę. To bardzo zły znak dla wszystkich i nikt nie powinien widzieć Dzikiego Gonu na niebie. Mówi się, że wszystkie te zastępy prowadzi jednooki bóg zwany Odinem. Jest w stanie miotać błyskawice, zna sekrety nieba i widzi to, co będzie w przyszłości. O tego czasu patrzę na niebo, ale jak do tej pory, nie zobaczyłem Dzikiego Gonu.
Z “Pamiętników Archibalda Rurheima” Tom III, str 6.

Rada zebrała się w milczeniu. Cesarski namiestnik zmierzał właśnie w stronę miasta wieszcząc zmiany. Wszyscy ubrani odświętnie, przystrojeni i uśmiechnięci czekali na to, co będzie dziać się już niedługo w sali obok. Słychać było krzątanie się służby, brzęk naczyń i stronie instrumentów. Jednak ta ostatnia być może Rada, a przynajmniej w tym składzie, miała jeszcze coś do omówienia. Burmistrz nalegał by jeszcze raz się zebrać by wyjaśnić wszystko, co wyjaśnienia wymagało. A najważniejsze z tego wszystkiego był jedno – kto wysadził statek.
- Czy ktoś może mi wyjaśnić, to stało się w porcie? Johan? Kapitanie?
- Według relacji świadków nad ranem doszło do wybuchu statku, który najwyraźniej przewoził całe ładownie prochu. Widziano jak ktoś kręcił się w pobliżu i na samym statku, ale gęsta mgła uniemożliwiła identyfikację – głos kapitana lekko drżał, ale był pewny. – Uszkodzeniu uległo pięć jednostek, 6 magazynów, trzy kotwy nadbrzeżne oraz fragment pomostu. Zniszczeniu uległo bezpośrednie nabrzeże, dwa magazyny oraz sam statek. Straty oszacowano na…
- Sześćdziesiąt tysięcy złotych koro imperialnych!!! – krzyknął Alfred. – Kto za to odpowiada? Jeśli miasto nie znajdzie winnego to my, gildia kupiecka, domagamy się wypłaty odszkodowania za szkody wyrządzone przez nieuwagę i niedbałość służb miejskich. To jest skandal.
- Spokojnie mistrzu Alfredzie – burmistrz znów musiał uspokajać towarzystwo. – Miasto wszystko zwróci. Poczyniliśmy już starania by zabezpieczyć pieniądze na ten cel więc wszystko zostanie zapłacone. Martwy się lepiej następstwami tego zdarzenia. Wysłannik będzie tu lada chwila. Dobrze, że to się nie stało gdy był tutaj bo Herb miastamoglibyśmy zapłacić dużo więcej.
- Poruszyliśmy już wszystkie sznurki w tej sprawie. Podejrzewamy, że najwięcej do powiedzenia będzie miała gildia złodziei, która ponoć dokonała sprzedaży materiałów zapalających. Sprawdzamy to, ale wygląda to na pewny trop.
- Dobrze, ale co z portem? Jest sprawny?
- Tak, wszystko jest sprawne poza wyłączeniem części nabrzeża oraz magazynów. Moi ludzie obstawili teren. Jest problem z dnem bowiem wybuch uszkodził koryto rzeki i część wody wdarła się do środka. Na szczęście nie rozlała się szerzej i teraz spokojnie ścieka po odpływach z powrotem do rzeki – kapitan w swoim najlepszym mundurze prezentował się nad wyraz kompetentnie.
- Nie wiemy jednak po co ten statek przypłynął do miasta – odezwał się Johan. Wiemy że należał do rodu von Radtke, ale powód dla którego był wypełniony po brzegi prochem jest nieznany. W dodatku wybuch nastąpił w nieoczekiwanym momencie. Jeśli komuś zależało na wysłanniku to się pospieszył. Jeśli zaś na ofiarach w ludziach to nie o takiej porze. Jest to nielogiczne, ale jakieś motywy musiały być. Nikt nie rozwala statku wartego tysiące koron tylko po to by zrobić fajerwerki.
- I uszkodzić port, szanowny panie. Port jest uszkodzony – zawtórował Alfred. – Przez tydzień albo i dłużej nikt nie będzie mógł wpłynąć ani wypłynąć. Większe jednostki na pewno, mniejszym się jakoś uda. Każdy dzień przestoju to straty dla gildii, a co za tym idzie, dla miasta, idące w setki koron. To jawny cios w miasto jako takie a zatem atak na Imperium.
- Mocne słowa, ale ja bym tu nie szafował tak nimi. Mieliśmy tu scysje z sąsiadami, nawet z Saponatheimami, ginęli ludzi, paliły się wioski, ale o ataku na Imperium nikt nie mówił. To tragedia, ale żaden atak – burmistrz wyłuszczał swój punkt widzenia. – Musimy ją przetrwać jak każdą wcześniejszą taką i tyle. Koszty poniesiemy, ale jeśli wszystko pójdzie dobrze, to albo nowy zarządca będzie zmagać się z tym problemem albo my będziemy musieli to zagospodarować. Zaczynać od spłaty długu chyba nikomu się nie uśmiecha. Zatem nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
- Pan chyba żartuje burmistrzu – prychnął Alfred. – Cieszy się pan z tej tragedii a tu trzeba działać.
- I działamy. Robimy co możemy. Wszyscy. I zajmiemy się tym już jutro, jak tylko skończymy dzisiejsze wybory. Albo skończy to ten, kto dzisiaj wygra. Czyż nie? – burmistrz uśmiechnął się pod nosem. Już nie był tym płaczliwym człowiekiem sprzed tygodnia. Tym razem zdawał się mieć plan.
Przed ceremonią- Co do wyborów to wszystko gotowe. Urny w budynku dla nas i zaproszonych gości są. Ludzie do głosowania na mieście też już są gotowi. Bankiet prawie gotowy. Wydaje się, że teraz pozostało głosować – mag popatrzył na wszystkich. – I mam nadzieję, że każdy zagłosuje tak, jak mu będzie mówiło sumienie.
- Czy ktoś jeszcze ma do dodania zanim udamy się na bankiet? – spytał burmistrz. A gdy nikt nie podnosił głosu dodał – to w takim razie zapraszam państwa na salę bankietową, gdzie poczekamy na wysłannika. Zapraszam.
Niektórzy dość chyżo ruszyli do drzwi. Ale zaraz się cofnęli, gdy wparował przez nie kapłan Sigmara. Był w swojej paradnej zbroi, z młotem i z płomieniem w oku. Na zewnątrz czekali jego przyboczni, odziani jedynie w skóry i skórzane pejcze. Wszedł do środka i z hukiem zamknął drzwi.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam państwu.
Wszyscy z lekkim strachem spojrzeli po sobie.
- Wiem, że nie miałem za dużo czasu dla was ostatnio, ale sami wiecie, że nikt nie ma tylu obowiązków co Sigmar. Całe Imperium na głowie.
- Wielebny Guntherze, właśnie skończyliśmy, więc jeśli chciałbyś o czymś powiedzieć przed wyborami to mów. Potem zapraszam na bankiet – powiedział spokojnie burmistrz.
- Chciałem tylko życzyć wszystkim udanych wyborów i mieć nadzieję, że Sigmar wygra.
- To zapraszam zatem – raz jeszcze burmistrz zachęcił wszystkich i wskazał im drzwi.
Bankiet był przygotowany z iście nulnejskim rozmachem. Gdy wysłannik przybył do ratusza w szpalerze mieszkańców był prawdziwie zaskoczony przyjęciem. Wraz z nim w orszaku była gwardia rycerska, kilku urzędników w odświętnych strojach oraz dostojny szary mag, z oznakami wyższych dostojników cesarskich. Zdawało się, że większego majestatu poza Elektorami i Cesarzem już nie można spotkać w tak małej mieścinie. Na dziedziniec wytoczono beczki z piwem, ustawiono stoły z mięsiwem, podczas gdy cała śmietanka towarzyska Ubersreiku miała bawić się w Sali bankietowej ratusza.
Czujne oko wysłannikaNie mogło tam zabraknąć też drużyny. Dzięki zaproszeniom zdobytym u Saponatheimów weszli do środka, a dzięki odświętnym strojom udało im się wmieszać w tłum. Trudno jednak było mówić o wmieszaniu skoro byli tu obecni wszyscy, którzy byli na świeczniku w mieście i których czujne oczy elfa lub Gantza wypatrywały na ulicach. Każdy w napięciu czekał na to, co się może zdarzyć. Miano tego wieczora dokonać wyborów nowych władz miasta i z całą pewnością wynik nie jest jednoznaczny. Dzięki fiolce do wielebnego Heinricha mag ustalił, że kapłan Sigmara to doppleganger. Otrzymali jednak instrukcje od Rezydenta by czekali na to, co będzie się działo na przyjęciu. Obecnie wszystko jest dograne i trzeba tylko nie ulec żadnej prowokacji. Dlatego Giuseppe skwapliwie skorzystał z tego i zajął się uroczystością. Przejrzał bogato zastawione stoły, rzucił okiem na ludzi Johana, którzy pojawili się w znacznej ilości i obserwował gości. To samo czyniła reszta licząc, że wreszcie wszystko się skończy właśnie dziś.
Gdy nastała odpowiednia pora, cesarski wysłannik wraz ze swoją świtą pojawił się w sali i zasiadł na honorowym miejscu. Po jego prawej stronie zasiadł wysoki urzędnik o nieznanej dla nikogo pozycji zaś po lewej ktoś znaczny z kolegium i to w dodatku Szarej magii. Johan podszedł do niego i złożył swoje uszanowanie podobnie uczynili burmistrz oraz wielebny Heindrich. Burmistrz przywitał gościa oraz zarządził głosowanie. Wniesiono na salę urnę oraz worki z kilkoma kolorami kulek. Kolor odpowiadał kandydatowi, którego się wybrało i tą kulę trzeba było wrzucić do urny a resztę kul oddać. System prosty i nadzorowany zarówno przez kapłana Vereny jak i Johana. Jednak zanim fizycznie doszło do momentu głosowania, głos zabrał Johan.
- Szanowny Mistrzu, panie i reszta przyjezdnych gości a także wy tu zebrani. Dzisiaj mamy wybrać przyszłość miasta i wierzę, że każdy w ciągu ostatnich dni zadawał sobie to pytanie: „Kogo wybrać?” Czy wrzucić zieloną kulę i poprzeć ród Saponatheimów? Miasto wiąże z nimi wielkie nadzieje handlowe ale handel to nie wszystko. Pamiętajcie, że miasto to rolnictwo, to kopalnie i wreszcie ludzie, którzy trzymają to w ryzach i sprawiają, że wszystko się kręci. Czy ludzie z Bogenhafen będą o tym pamiętać? Czy Ubersreik nie będzie li tylko pozycją na Powóz Saponatheimówdokumencie, który zostanie przedstawiony Głównemu Kasatowi w Altdorfie? Pamiętacie zapewne te scysje między nimi, kiedy to miasto musiało przyjmować uchodźców ze spalonych wiosek i wysyłać waszych synów do walki o swoje prawa właśnie przeciwko szacownemu rodowi z Jeleniem w herbie. Kto wie, czy Grundberg czy inne miasto nie padnie ofiarą podobnych praktyk i wtedy sami wiecie, kto będzie chodził do lasu i nękał naszych, do niedawna, sojuszników. Tuszę, że braliście to pod uwagę.
Johan przeszedł na drugą stronę sali przykuwając uwagę każdego. Jego ludzie pilnie patrzyli na zgromadzonych i wychwytywali wszelkie dziwne oznaki zachowania. Szczególnie przypatrywano się kapłanowi Sigmara, który póki co nie sprawiał wrażenia kogoś niespełna rozumu lub kogoś obcego.
- Może zastanawialiście się czy wrzucić czerwoną kulkę? Wiele osób na sali pamięta wydarzenia, którym zawdzięczamy naszą wolność gdy ród Holzenauerów stawał w obronie naszych granic. Chwała im za to, bo ich wkład w wolność jest niezaprzeczalny. Tylko czy sprostają władaniu miastem? Czy ród, który od wieków trudni się wojenką i nie posiada własnych ziem jest w stanie pokierować miastem, które dostarcza do skarbca Imperium złoto w dużych ilościach? Władanie miastem to nie jest taktyka bitwy, podejście przeciwnika i zmiażdżenie go zbrojnymi. Wiecie to wszyscy a szczególnie szacowny Alfred Karstadt, który kieruje gildią kupiecką. Polityka to nie wojna, choć jej wynik jest taki sam to jednak działa innymi środkami. I wierzcie mi, nie są to środki znane z pola walki. Czy zatem ród Holzenauerów jest w stanie sprostać takiej odpowiedzialności i znaleźć się w polityce tak, jak na polu bitwy. Dokonania ich przez ten czas, który są w naszym mieście wydają się przeczyć. Pewnie działania nadal są wykonywane tak, jakby to było pole bitwy a kilka typowych dla polityki zagrań zostało niedostrzeżone i działało przeciwko rodowi. Na wszystko posiadamy dowody i jeśli tylko szacowni goście będą chcieli zerknąć to są gotowe do wglądu.
Kilku gości popatrzyło na siebie ze zdziwieniem. Jeszcze inni popatrzyło na resztę z obrzydzeniem. A Johan kontynuował.
- I wreszcie zło ta kulka naszych patronów i ludzi z naszego miasta czyli ród Aschaffenbergów? Pewnie mają najwięcej zwolenników bo są nasi, ale czy są przez to najbardziej pożądani jako nowi władcy miasta? Pewnie by tak było gdyby nie efekt pewniej brudnej gry, której się podjęli i której efektem miało być przejęcie władzy i działanie na szkodę wszystkich innych kandydatów. Ja rozumiem, że polityka rządzi się swoimi prawami, ale to nie znaczy, że mamy działać jak zwierzęta. Jątrzenie, podkładanie fałszywych tropów i zeznań oraz, co najważniejsze, działanie na szkodę miasta. Tak, miasta. Uważają się za pobożnych a nie zauważyli komu się kłaniają. Wszyscy widzieli jak składali wota Sigmarowi i jak żarliwie się modlą. A wiecie kogo tak naprawdę popierali? Wielebny Guntherze, proszę wstań.
Kapłan Sigmara wstał, ale minę miał bardzo zdziwioną i jakąś taką naprawdę dziwną.
- Przykro mi to mówić zgromadzonym, ale to jest moim obowiązkiem – wskazał palcem na stojącego człowieka w szatach Sigmaryty. – To nie jest wielebny Gunther, którego znaliście. To stwór chaosu, który otumanił wszystkich i chciał zagrać na nosie całemu Imperium.
DoppelgangerPomocnicy rezydenta rzucili się w stronę otumanionego zmiennokształtnego. Mieli już założone srebrne rękawice, którymi pochwycili go i od razu spętali. Stwór jeszcze chwilę stał spokojnie, ale potem rzucił się w więzach przytrzymywany przez pewny chwyt kilku par rąk. Jego twarz zaczęła się zmieniać przeobrażając się w coś szarego i bezkształtnego która to masa czasami przypominała twarze kapłana lub nowicjusza oraz innych ludzi, których nie udało się rozpoznać. Szybko wyprowadzono go z sali po czym zapadła cisza.
- Jak widzicie miasto działało zawsze próbując ogarnąć chaos wywołany przez ludzi i istoty, które chciały to wykorzystać do swoich celów. Są tu na sali ludzie, którzy nie szczędzili siebie by dowiedzieć się rzeczy, którymi dysponujemy na temat każdego z kandydatów. Nie powinno to wypłynąć na wynik wyborów bo przecież macie już swoich faworytów a to krótkie podsumowanie, powinno tylko rzucić na to wszystko trochę więcej światła. Jako miasto jesteśmy i nadal będziemy zobowiązani do przestrzegania prawa i dbania o to miejsce jak o swoje własne. My nie mieliśmy czasu na kampanię wyborczą bo mieliśmy miasto do prowadzenia. My nie mamy wolnego by przygotować się bo ciągle coś się dzieje. Jeśli to doceniacie to wrzućcie białą kulę do urny. To ostatni z kolorów. To miasto. To my. Dziękuję bardzo.
Burmistrz wstał z krzesła i zajął miejsce Johana.
- Zapraszam do głosowania. Macie państwo cztery kule różnych kolorów. Jedną wrzućcie do urny a resztę do worka. Wygra ten, którego kolor będzie w większości. I niech wygra najlepszy.
Po czym ludzie ruszyli do głosowania. Odbywało się to w szeleście szat, szuraniu butów i pochrząkiwaniu. Wreszcie zakończyło się i urna znalazła się przed wysłannikiem. Dwóch pomocników wysypało jej zawartość do misy i było widać, kto przeważa. Najwięcej było kul białych i czerwonych. Inne kolory nie wpadały tak w oko, ale wszystko zostało skrupulatnie policzone przez nieznajomego siedzącego po prawej stronie wysłannika. Trwało chwilę liczenie po czym do środka wniesiono dużą urnę z zewnątrz, gdzie głosowali prości ludzie czyli zwykli mieszkańcy miasta. Głosy z niej również zostały policzone. Mężczyzna zapisał coś na kartce pergaminu i podał dla wysłannika Imperatora. Ten pokazał kartkę dla arcymistrza Szarej magii, który spojrzał tylko przelotnie i również skinął głową. Wszyscy usiedli i wysłannik zabrał głos:
- Rządzący Ubersreikiem, goście miasta i cały prosty lud czekający przed wrotami tego budynku. Chciałbym podziękować za ugoszczenie mnie tak, jak na to nie zasługuję bo jestem jedynie sługą Imperatora. Jednak sprawy którymi się zajmuję są dalekie poza wyobrażeniem kogokolwiek i każda ulga w nich jest dla mnie jak miód. Dziękuję wam bardzo a za mną nasz ukochany Imperator. Przyglądałem się wyborom, racjom i wam. Wszystko odbyło się tak, jak to jest przewidziane w prawie i Sigmar na pewno jest z tego dumny. Zatem cieszcie się ludzie, bowiem macie nowego władcę. A jest nim… dotychczasowa Rada Miasta. Doceniliście ich wkład w miasto i wiecie, że zmiany nie potrzebujecie. Okazaliście się lojalni władzy co mam nadzieję wyjdzie wszystkim na dobre. Cieszy to, że potraficie być czujni i nawet to, co znane, jest poddawane wątpliwość jeśli takie są okoliczności. Mimo wszystko dziękuję również uczestnikom wyborów. Macie teraz doświadczenie i wiecie, na co kłaść nacisk. Martwi sprawa kapłana Sigmara, ale sądzę, że tym zajmie się już sam kościół. Dla jednego uczestnika wyborów Imperator przygotował już kawałek ziemi z zamkiem w północnym Reiklandzie, gdzie wreszcie będzie w domu. Mam nadzieję, że Holzenauerowie docenią ten gest i będą nadal służyli Imperium tak godnie, jak dotychczas. Reszcie pozostaje dotychczasowe życie i próba podjęcia kolejnej takiej szansy, jeśli się nadarzy w przyszłości. Dziękuję wszystkim. W imieniu Imperatora! Niech żyje Sigmar!
Wiwat Sigmar
- Sigmar! Sigmar! Sigmar! – niosło się przez salę bankietową i było słyszalne na zewnątrz, gdzie wieści już zdążyły się rozejść. Ród Aschaffenbergów wyszedł z przyjęcia z minami dalekimi od radości. Za to von Brunnerowie promienieli. Przepijali do wszystkich i widać było, że choć nie brali udziału w wyborach, to byli zwycięzcami. Reszta towarzystwa też zachowywała się adekwatnie do swoich sympatii politycznych. Saponatheimowie nie zmartwili się za bardzo przegraną gdyż nadal będą handlować na dotychczasowych warunkach. Ludzie ze smokiem w herbie też byli zadowoleni bowiem mają ziemie i mają coś swojego. Nadanie cesarskie to coś dużo pewniejszego niż elekcja i dawało większe poczucie własnej wartości. Wszyscy zajęli się jedzeniem, rozmowami i chyba odetchnęli z ulgą. Z całą pewnością zrobiła to trójka stojąca nieopodal wysłannika i wznosząca skromy toast. Johan, burmistrz oraz kapłan Vereny.

Comments

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.