Rozmowa z Schadrachem - kapłanem Morra

Dobra, to ubieram się w te czarne, eleganckie ciuchy, szary płaszcz, biorę laskę. Kupię na mieście to, co się składa w ofierze Morrowi. Świece? Balsam do namaszczeń ciała?

Ubierasz najlepsze ciuchy, zakupujesz na mieście kilka kadzideł i ruszasz do ogrodów Morra za miasto. Tym razem droga wypada w dzień a nie w nocy i tym razem brama na cmentarz jest otwarta. Przechodzisz przez nią i kierujesz się w stronę centralnej świątyni do której zapraszają otwarte drzwi i odgłosy ciesielki. Przy samej świątyni jest równiez zakład pogrzebowy i od razu robi się trumny albo inne pojemniki do chowania. Czasami pali się zmarłych i wtedy potrzebna jest urna. W środku jest kapłan – wysoka postać, którą juz widziałeś na przyjęciu w magistracie Podobnie jak wtedy teraz tez jest ubrana w czarne szaty, srebrnego kruka na szyi i z twarzą przyozdobioną krzaczastyczmi brwiami.
- Ach – powiedział, gdy odwrócił się w twoją stronę. – Co za wizyta. Johann mówił, ze obecnie nie ma czasu z uwagi na pilne obowiązki, ale wspominał, ze pewnie pojawisz się. Nie sądziłem tylko, ze tak szybko. Proszę, wejdź.

Zdejmuję kaptur z głowy, kłaniam się i mówię:
- Wielebny Schadrachu, chciałbym się chwilę pomodlić za spokój tego miejsca i złozyć skromną ofiarę.

- Proszę – wskazuje miejsce przy ołtarzu, gdzie widać proste kamienne bloki ustawione jak portal z siedzącym na poprzeczce drewnianym krukiem.

Podchodzę do ołtarza, pomodlę sie chwilę, zapalę jedno kadzidło. Modlę się szczerze, przepraszając Morra za naruszenie spokoju jego ogrodu – bo naprawdę czuję skruchę i trochę obaw po tym co zrobiliśmy.

Kapłan przygląda ci się chwilę by potem wyjść dyskretnie przez drzwi na zewnątrz.
Po chwili wstaję z klęczek i wychodzę do niego.
- Wielebny, gdzie możemy porozmawiać na osobności?
- Tutaj mamy zapewnioną ..
- Chciałbym się najpierw przedstawić, bo nie wiem ile o mnie wiesz. Nie chciałbym, żebyś opierał się tylko na pierwszym wrażeniu, plotkach, lub też uważał, że jestem tu osobą przypadkową.
(cały czas go obserwuję, czy jest zdenerwowany, zatroskany, wściekły, przestraszony…)
- Trochę znam bo Johan już o tobie wspominał. Poza tym byłeś przy wyborach i z raportach gdzieś z gór. To nie moja działka więc nie śledziłem tego na bieżąco, Wybacz.

Nie wiem na ile jest Ci znana nieszczęsna śmierć wielebnego Teodorika ze Stormdorfu? Dotarliśmy za późno, żeby go uratować, ale udało się nam oczyścić cmentarz z plugastwa. Moja rola w tym była minimalna, bo żaden ze mnie wojownik, moi towarzysze bardziej się przyczynili – ale chciałem się na tę sprawę powołać, żeby podkreślić, że dobro ogrodów Morra jest mi drogie – w końcu dla każdego z nas to, miejmy nadzieję, miejsce zasłużonego odpoczynku. Ale dość już o mnie…
Mistrz Johann wspominał pokrótce o Twoim kłopocie, ale czy mógłbyś powiedzieć coś więcej?
- Tak, to chwalebne choć nie znałem mistrza Teodorika to z tego co pamiętam to był trochę ekscentryczny. Ale do rzeczy – przyszedłem do Johana bo wydaje mi się, ze on jako jedyny jest w stanie szybko i dyskretnie pomóc. Używam słowa dyskretnie nie przypadkowo. Chodzi o dyskrecję odnośnie tego problemu bo dotyczy on co prawda mnie, ale niestety konsekwencje są bardzo poważne.Miałem jeszcze w planie porozmawianie z Sigmarytą, ale uczynię to jeśli nie będę miał wyjścia. Nie chcę go niepokoić na tą chwilę a poza tym nie znam go tak, jak znam Johana. Otóż niedawno – kilka dni temu – dokonano włamania do krypyy jednego z rodu szlacheckiego. Złodzieje są zawsze – temu się nie dziwię. I pewnie nawet niczego bym nie spostrzegł, bo nic nie ukradziono, ale ruszono jeden grobowiec. To, ze naruszono akurat ten, to nie przypadek. Tego nie można było zrobić przypadkiem. Ustawienie sarkofagów było takie, ze ktoś albo otwierałby wszystkie albo tylko te, co stoją najbliżej. To, ze wybrano akurat ten to nie jest przypadek. Z niego tez nic nie zginęło bo i tak nic tam nie było. Jednak jego zawartość była ważna.Nie wiem, na ile znasz obrządek Morra oraz to, czym jest królestwo Morra?

Wiem tyle co wszyscy, wiem jak wygląda pogrzeb i słuchałem uważnie, gdy na pogrzebach kapłani Morra opowiadali o jego królestwie. Nie studiowałem jednak wiedzy akademickiej czy teologicznej.

- To będę ci musiał szybko jednej z lekcji udzielić byś mógł zrozumieć zło, które zostało wyrządzone. Otóż Morr, jak każde bóstwo, ma wielu przeciwników. Morr ma tez swoich wyznawców, których broni. Na szczęście wszyscy ludzie spotkają kiedyś Morra, gdyż jest on dawcą dobrej śmierci i pozwala cieszyć się życiem w swoim królestwie. Wielu mu tego zazdrości i pragnie mieć to dla siebie. Są plugawe demony, które zabierają dusze i wykorzystują dla siebie. Są nekromanci, którzy rabują królestwo Morra ze śmierci i nie przepuszczają tam tych, którzy tam powinni trafić. I to jest, w oczach Morra, normalną walką. Tak dla kapłana jak i dla jego wyznawców. I z tym możemy sobie poradzić – czasami z pomocą, ale możemy. Jednak jest jeszcze jeden rodzaj przeciwnika, których zwiemy przeklętymi. To są występni ludzie, którzy sprzeciwiają się porządkowi Morra i zawłaszczają sobie dusze zmarłych. Nie czynią tego dla siebie tylko dla Khaine`a – Pana Krwi. Są oni obdarowani przez niego i w jego imieniu czynią zło.Dlaczego z nimi jest najtrudniej? Maga rozpoznasz – sam nim jesteś. Demona tez – to tez nie jest problem. Szczególnie ze są łase na zycie i ich działalności nie da się ukryć na dłuzszą metę. Przeklęci zaś to normalni ludzie, obdarowani łaską Khaine`a i mający jego nieboską cząstkę. Ta łaska to mordercy boga krwi – byty zrodzone z najczarniejszej otchłani śmierci. Istnieją na tym świecie i przenoszą się z ciała do ciała by siać zniszczenie i śmierć. Ich rozpoznasz po czynach bo inaczej to jest bardzo trudne. To może być twoja matka, twój kumpel lub żołnierz na warcie. I nigdy nie będziesz mieć pewności, póki nie poderznie ci gardła. Ich unicestwienie nie jest proste, ale do łatwych nie należy. Ale proste zabicie nie wchodzi tu w grę. Takiego kogoś trzeba rytualnie zabić i zapieczętować świętą pieczęcią Morra jego klatkę. Klatką jest trumna, sarkofag czy cokolwiek innego. Wtedy jest pewność, ze morderca nigdzie nie szaleje i jest uwięziony. Jeśli zaś zostanie uwolniony… niech Morr ma nas w swojej opiece.

-Czy to, że ktoś otworzył ten sarkofag oznacza, że morderca się uwolnił i właśnie może kogoś opętać?
- Tak, moze.
- Czy mozna jakoś sprawdzić, czy się uwolnił?
- Nie, z tego co wiem, to nie. Tylko naruszenie pieczęci świadczy, ze coś się uwolniło.
- Ale otwarcie sarkofagu i tym samym zerwanie pieczęci to nie to samo,… Głośno myślę… ale może najpierw Mistrzu posłuchasz czym ja się ostatnio zajmuję z towarzyszami – to może mieć związek.*
- Dla mnie to niestety jest to samo. Wszystko zostało tak zrobione by jak najbardziej uchronic te szczątki. Te ponad 200 lat temu, mój praprapoprzednik zainscenizował pochówek wampiryczny by odciągnąć uwagę od przeklętego i jednocześnie nastraszyć miejscowych by nie zwracali uwagi. Specjalnie umieścił to w niczym nie wyróżniającym się sarkofagu by nie kusić nikogo zarówno łatwością zdobyczy jak i tym, ze jest tam coś cennego.
- Co teraz więc trzeba zrobić?

- Ja już za stary jestem by wierzyć w przypadki. Ktoś kto tu wszedł miał cel. Wszedł tu i otworzył sarkofag. Podejrzewam niestety, ze działa tutaj sekta Khaine`a i oni chcieli uwolnienia przeklętego.
- Jak dochodzi do opętania kolejnej ofiary?
- Njagorsze jest to, ze moze to nastąpić juz, za tydzień lub za rok. Morderca Khaine`a krązy i szuka najlepszej ofiary. Potem w nią wnika i zaczyna się jej przeistaczanie. Zaczyna przysposabiać się do zabijania. Musi zdobyć rytualny nóz poprzez jego własnoręczne zrobienie a potem zacząć zdobywać dusze. Im więcej ich zdobędzie tym będzie silniejszy, sprawniejszy, żywotniejszy i bardziej niepokonany.
- Jak wygląda taki nóż rytualny? Czy ma może pofalowane ostrze? Ząbkowane? Czy zdobione specjalnie? A może to zwykły nóż i nikt nie odgadnie ze to nóż rytualny?
- Na szczęście widać ze to nóz rytualny. Jego kształt, wielkość i zdobienia są różne w zależności od tego jaki morderca go robi, ale jak na niego spojrzysz to wiesz, ze tym nożem nie obiera się ziemniaków.
- A jak wygląda sam rytuał? Zwykłe poderznięcie gardła pewnie nie? Pytam, bo kojarzy mi się to z tymi ostatnimi morderstwami w mieście…
- Tak, pamiętam. Przychodziła nawet z tym do mnie pewna młoda dama. I …. zaraz, czy ona nie pytała się o tego szlachcica w grobowcu? Hmmm… a może mi się już wszystko miesza? W każdym bądź razie ktoś pytał o jakieś morderstwa. Ale zabójstwo rytualne musi być dokonane tym nożem by dawało moc dla zabójcy. I musi być zrobione tak, by ofiara wiedziała, ze ginie. To nie może być we śnie, to nie może być rzucony nóż z zaułka. Ofiara musi być w pełni świadoma, ze traci życie dla Khaine`a. Co nie znaczy, ze taki zabójca nie może posługiwać się niczym innym. Może i to robi ale wtedy nie zdobywa łaski Khaine`a.

- Dziwne sprawy opowiadasz mistrzu… Co to była za dziewczyna, która pytała o zabitych? O co się dopytywała?
- Pracuje chyba w straży więc kapitan będzie wiedzieć o kogo chodzi. Dopytywała się o morderstwa właśnie, ale jakieś stare. Te, gdzie ludzie byli pozbawiani krwi. To nie mogło być dziełem mordercy bo złamanie pieczęci jest świeże.
- O nie, morderstwa nie są stare. Co miesiąc ktoś w mieście lub niedaleko jest mordowany w rytualny sposób: spuszczana jest z niego cała krew… lecz na ciele nie ma śladów nacięć, ugryzień, nakłuć – wiem o czym mówię, byłem cyrulikiem. Wygląda to tak, jakby ktoś leczył zwłoki powodując nienaturalne zasklepianie się ran – dlatego pytałem się o to jak zabijają przeklęci.

- To na pewno nie przeklęci. Oni im więcej krwi tym lepiej. Im bardziej krwawo tym większa łaska Khaine`a. W końcu to Pan Krwi.A tamte sprawy są faktycznie dziwne choć nie związane z przeklętym.
- Aha, i ostatnie morderstwo miało miejsce miesiąc temu, a ludzie giną co miesiąc, regularnie – więc możemy się spodziewać następnej ofiary na dniach. I nie są to ludzie z marginesu: kupcy, nowicjusz Sigmara – tak, ten, którego znaleziono w kanałach – majordomus von Brunnerów, jakiś szlachcic, którego posiadłość jest niedaleko miasta – nie pamiętam w tym momencie nazwiska. Coś się szykuje, ktoś potrzebuje albo tych morderstw, albo tej krwi ofiar.
Ale przyszedłem tu przecież po coś innego. Jakiej pomocy potrzebujesz? Znalezienia osoby, która otworzyła sarkofag? Czy czegoś więcej?

Schadrach zasępił się wyraźnie. W miarę jak mówiłeś to jego twarz coraz bardziej się wykrzywiała w dziwnym skurczu. Moze to tik, może jakieś starcze odruchy ale nie umknęły twojej uwadze. Podrapał się w głowę i oparł plecami o kamienną ścianę świątyni. Przymknął oczy i zrobił kilka głębokich wdechów. Potem wyprostował się i wyglądał już normalnie.
- Przepraszam cię panie, ale ostatnio nie czuję się za dobrze. To chyba starość, ale cóż zrobić. Morr mnie potrzebuje widać gdzieś indziej. Ale wracając do pytania – już za późno na znalezienie winnych. To i tak nic nie zmieni. Khaine już się nad nimi zlituje w swój sposób. Ważne jest to, by przeklęty nie zaczął działać i by jak najszybciej go wypatrzeć. Im mniej będzie morderstw tym nie będzie jeszcze wzmocniony. Jednak jeśli to wymknie się spod kontroli to będę musiał posłać po swojego mistrza. Inaczej tego nie opanujemy.
- Mistrzu, zaniepokoiło mnie twoje zasłabnięcie – czy takie rzeczy Ci się zdarzały już wcześniej?

-Zdarzają coraz częściej choć teraz to nie był przypadek. Widzisz… jak wspominałeś o tych morderstwach i o ich regularności. Coś mi się przypomniało. I chyba nie do końca ów przeklęty się pojawił właśnie teraz. Staram się to w swoim starczył łbie poukładać, ale całość jest tak… Mówisz, ze co miesiąc były ofiary?
- Tak mówił mi Johann – i, przyznam Ci się – ta dziewczyna ze straży. To ona przyszła do Johanna, a on polecił mi się tym zająć. Niewiele właściwie wiem, bo dopiero skończyłem szkolenie – ale kiedy powiedziałeś o przeklętym, to mi się skojarzyło.
- Może jednak ona wie coś więcej? Gdyby wiedzieć dokładnie to, co się wydarzyło. Miesiąc to miesiąc, ale może chodzi o miesiąc księżycowy? One oba są zbliżone do dziennego, ale jednak odstają by wspólnie połączyć się dwa razy do roku. A jeśli by wychodziło, ze te morderstwa były popełnianie co miesiąc, ale księżycowy to … i jeszcze robione tak, żeby wydobyć krew bo to ona tutaj zdaje się być najważniejsza…zaraz, zaraz, krew, księżyc, ofiara, przeklęty. Krew, księżyc… co to może znaczyć? Co to może znaczyć?
Schadrach zaczyna kręcić się wokół miarowo chodząc i pukając się w głowę. Czasami szarpnie brwiami, czasami skubnie paznokieć.
- Krew, Khaine…na Morra! Nie!!!!!
Zamilkł ze wzrokiem utkwionym w jakiś punkt na horyzoncie…..


- Mistrzu, czy coś sobie przypomniałeś albo skojarzyłeś?
Mistrz spojrzał na ciebie jakby oderwał się od czegoś niezmiernie zajmującego.
-Tak, ale to jest coś dużo poważniejsze niż tylko zwykłe morderstwa. Otóż cykl miesięczny ofiar, podejrzewam, ze księżycowy oraz ich wykrwawianie zupełne wskazuje tylko na jedno. Wiedźmy. Przeklęte wiedźmy od mrocznych elfów!*
- Dziady! Podobno po ataku na siedzibę elfiej ambasadorki znaleziono dziady – no, tak je nazywa Mistrz Johann – podobno to sztylety mrocznych elfów. Nic nie wiem o wiedźmach, ale to pasuje. Do czego im krew? Ale tu, mroczne elfy? Czemu?
- To jest najsłabsza część tego, co mi chodzi po głowie. To jedno nie pasuje. Ale cała reszta już tak.Najwyraźniej działa tu albo wiedźma albo grupa mrocznych elfów. Tylko ze to nie jest niemożliwe do ukrycia. A przynajmniej nie w sposób, który znam. Nie, to niemożliwe…
- Co jest nie do ukrycia? Jeśliby się poruszały tylko nocą, w kapturach – albo mieszkały pod miastem, albo na jakimś statku, a w mieście miały tylko ludzkich agentów?

- Hmmm. Do miasta by nie weszły otwarcie. Chyba ze przez portal albo przez kanały… ale te są zamknięte. Chyba zeby zrobić gdzieś dziurę… Nie, to za bardzo naciągane. Nie wiem sam. Ktoś je tu zwabił. Ktoś o nie dba. Ktoś zapewnia im pozywienie. A najważniejsze, ze ktoś ma tutaj jakiś plan. Teraz jeszcze ten przeklęty.Tego nie da się zrobić w miesiąc. Tu potrzeba lat…
- Czego się nie da zrobić w miesiąc?
- Morderstwa, sprowadzenie elfów, zakotwiczenie ich tutaj, wejście w to wszystko bez wzbudzania podejrzenia. Z tego wyłania się spisek, który nie powstał dziś czy miesiąc temu ale trwa od lat. Tylko po co? Najwyraźniej wypuszczenie przeklętego ma odwrócić naszą uwagę od czegoś. Zatem to nie przypadek.Wiedziałem! – wykrzyknął. – Jest w tym szaleństwie metoda. Agenci elfów uwolnili przeklętego by ten narobił jak najwięcej zła w okolicy czyli w mieście. W tym czasie będą mogli zrobić coś, co mają w planie. Taka zasłona dymna im pomoze. Ale nie daje mi spokoju ten sam początek. Krew, ofiary…. to dla elfów. Ktoś to musi robić. Ktoś, kto to zna i kto wie co robi. Może zaczęło się to już dawniej. W końcu elfy są długowieczne więc to moze być ciągle ta sama postać. Bo przeciez nie człowiek… chyba… zaraz…na Morra!!! Nie!!!!

Schadrach znów zastygł a jego oczy rozpoczęły drgania jakby wypatrywał kilka punktów na raz. Ręka zaczęła drgać. Upadł na kolana. Wyciągnął rękę jakby chciał się złapać czegoś.
Podtrzymuję go.
Złapał twoje ramię. Przewrócił się na plecy. Ciągle drga. W kącikach ust pojawiła się piana. Spojrzał na ciebie. W jego oczach widzisz błyski jestestwa, ale i rodzące się szaleństwo i obłęd.
- Mistrzu, mistrzu, nie pozwól temu cię pojmać.
Shadrach zaczyna rzęzić.
- Johann! Johann!! – wyciągnął rękę w stronę twojej twarzy, jakby jej szukał.
Wołam robotników i kazę im go zanieść do ołtarza Morra.
- Schadrach, jestem tutaj – biorę go za rękę naśladując sposób mówienia Johanna.

- Johann! – ścisnął cię za rękę. Gdzieś przy drewutni ustała praca i ktoś się pojawia. Zaraz dwóch pomocników przypadło do was i zaczynają pomagać w przenoszeniu kapłana.
- Johann!! – trzyma cię cały czas za rękę. Jego oczy zaszły bielmem w mgnieniu oka. Głos zmienił się na bardziej charkliwy. W kącikach ust pojawiła się krew.
- Johann!!! – znów zakrzyknał, gdy weszliście do świątyni.
- Johann!! Mój Johanie…
Połozyliście do pod ołtarzem, niemal w przejściu przez portal, pod drewnianym krukiem.
- Co Johann? To on słuzy elfom? (przechodzę na klasyczny)
- Johanie…myliłeś się. I to jak bardzo…
- W czym się myliłem Schadrachu?
Kha…Kheee…kheee – odkaszlnął plując krwią.
- To…. nie…. odmieniec… Johanie. Na Morra! To nie odmieniec. Nie rozumiesz tego???? – ścisnął cię mocniej za rękę.
- Więc kto?
- Ręka Boga. Khaela Maers….Johann…to mieszaniec. Rozumiesz….to mieszaniec
- Pół-elf?
- Półkrwi. Jesz człowiekiem, ale i jest elfem. To …. Khaela Maers…
- Jak go pokonać? Jak go znaleźć?
Kheee….grhhh….hggrrr…. coś zachrzęściło mu w płucach. Kaszlnął potężnie wypluwając solidną porcję krwi. Jego ręka ścisnęła twoją do bólu. Napiął się jeszcze bardziej i przez moment się uspokoił. Przez bardzo krótki moment.
- Mieszaniec – zdołał powiedzieć i skonał.

Rozmowa z Schadrachem - kapłanem Morra

Granica MarcinRauf