Granica

Ubersreik, Zachodni Reikland 03 Vorgeheim 2588

8

UbersreikHuldagar – tak nazywają w północnej Norsce mężczyzn, którzy nadzorują przygotowanie wojowników do walki w tym doglądają zaopatrzenie, sprawdzają broń i podnoszą morale przed wyruszeniem. Sami nie ruszają na wyprawy ale to na nich spoczywa obowiązek informowania potem kobiet że ich mężczyzna zginął w walce. Żaden inny powód nigdy nie pada choć mógłby by być. Dla Norskmena jedyna akceptowalna śmierć to śmierć w boju, z toporem w ręku i tarczą w drugim.Huldagarzy byli również sprytnymi szpiegami i czasami byli wysyłani do wrogiej wioski by zostali ich Huldagarem. Przygotowana przez niego wyprawa oczywiście kończyła się fiaskiem. Jednak wtedy we wiosce nie było już winnego, który odszedł do swoich. Huldagar zwany też jest czasami Skjorle czyli człowiek podstępny. Termin też jest stosowany do określenia osoby podstępnej, która dla wszystkich jest miła i życzliwa podczas gdy naprawdę ma swój cel, który jest zupełnie inna.
Z “Pamiętników Archibalda Rurheima” Tom V, str.13

Przeorysza Marianne HertzlichBurmistrz Maler poprawił kamizelkę i popatrzył na zgromadzonych przed nim radnych miasta Ubersreik.
- Panowie i panie – skłonił się nisko w kierunku wielebnej Marianne, przeoryszy kościoła Shally w mieście. – Jak wiecie, za miesiąc mają się w mieście odbyć wybory nowych władz. Jednak tym razem do wyborów mają stanąć kandydaci spoza Rady – zamilkł na chwilę jakby zbierał siły na ciąg dalszy. – Nawet spoza miasta. Cesarstwo jest żywotnio zainteresowane Ubersreikiem choć pewnie bardziej jego podatkami niż ludźmi. Prosperuje dobrze więc jest łakomym kąskiem dla każdego, kto chce się wybić. Rozumiecie zatem, że otwarcie wyborów przez urząd cesarski jest nam nie na rękę.
Tym razem zamilkł na dłużej by świadomość tej nowiny dotarła do każdego.
- I nie chodzi o to, że możemy być niepotrzebni – burmistrz widział kilka spojrzeń powątpiewających i patrzących na niego jak na bezdomnego – ale że przyjdzie ktoś, kto będzie sprawował rządy inaczej niż teraz. Teraz omawia wszystko Rada i jej postanowienia są przez większość akceptowalne, nawet jeśli się z nimi nie zgadza. Jeśli władzę przejmie ktoś nowy, może to zaburzyć. Wtedy decyzje będą tylko jego a my lub wy, zależnie kto zostanie, będą mogli jedynie przytakiwać. Pewnie nie chcecie takiego obrotu sprawy?
Burmistrz Ernst MalerKilka osób pokiwało głową. Wielebny Heinrich głęboko zamyślony kiwnął głową, podobnie uczyniła wielebna oraz szef rybaków Fritz a także krasnoludzki poseł Rogni. Reszta uczyniła to albo opieszale albo wcale. Malera nie ucieszył taki obrót sprawy. To prawda, miał najwięcej do stracenia, ale przecież i oni mieli choć tego jeszcze nie widzą. On przynajmniej wyleci ale oni będą marionetkami i będą musieli godzić się z nową władzą.
- Wiadomo kto będzie kandydował? – spytał Schadrach, kapłan Morra.
- Tak – odrzekł burmistrz. – Jeden ród z miasta – Aschaffenbergowie – po sali przeszedł szmer zadowolenia a może i ekscytacji. – Potem są Holzenauerowie, którzy przyjadą pewnie w tym lub następnym tygodniu i staną w „Orszaku”. Ich pewnie nie znacie, ale mają posłuch u wojskowych oraz całkiem pokaźne zasługi dla Imperium podczas wojen. Ostatnimi są Saponatheimowie z Bogenhafen z odległej części Reiklandu. Handlują z nami i to bardzo często – popatrzył tutaj na Alfreda Karstadta, głowę hanzy kupieckiej – i mają o naszym mieście bardzo dobre zdanie. Wyborom ma przyglądać się cesarski wysłannik oraz kilka innych osób ciekawych sposobu prowadzenia polityki w Imperium.
- Co w takim razie będziemy musieli zrobić? – spytał kapłan Sigmara, wielebny Gunther. W jego głosie było znać butę, żar wiary oraz pewność, że cokolwiek się postanowi to on to wypełni.
- Jak nakazuje prawo – odezwał się starczym ale głośnym głosem kapłan Vereny – miasto musi zorganizować wybory. Rada miejska będzie musiała głosować a za nią każdy z mieszkańców miasta, jeśli będzie tylko chciał. Wyniki wyborów potwierdzi cesarski wysłannik oraz komisarz, który z nim przybędzie. Wynik będzie wiążący i ostateczny.
Kapłan Vereny Heinrich Gutenberg- To przynajmniej wiadomo, co musimy wypełnić jako miasto i jako Rada – podsumował Johan, rezydent kolegialny – ale co my, jako mieszkańcy mamy teraz zrobić? Kogo poprzeć?
- Miasto też jest stroną wyborów – odparł szybko wielebny Heinrich. – Zatem jeśli nie ma się swojego kandydata to można poprzeć poprzednie rządy czyli nasze.
- No właśnie – wszedł mu w słowo Maler–poprzednie rządy. Zauważcie, że wszystko idzie dobrze, hanza ma umowy ze wszystkimi, miasto prosperuje, krasnoludy chcą z nami handlować a wojenki, które mieliśmy, zostały zażegnane. Tego dokonaliśmy. Czy chcemy to zmieniać?
- Może istnieje szansa, że będzie lepiej? – odpowiedział pytaniem Karstadt – Saponatheimowie, jako ród kupiecki, doskonale rozumieją prawa ekonomii i mogą je jeszcze bardziej wykorzystać. Mając takie kontakty jak oni czyli cały rynek Jałowych Ziem i północy Imperium, moglibyśmy mieć wcale niemałe wpływy do kasy. W zasadzie mielibyśmy kontrolę nad zachodnim handlem i moglibyśmy stać się poważną konkurencją dla gildii Nuln albo nawet Altdorfu.
- To i tak nic nie da bo oni nie są stąd – rzucił wielebny Gunther władczym tonem. – Oni może i są dobrymi zarządcami, ale nie są z Ubersreiku. Oni będą patrzyć na wszystko z góry i nie dostrzegą, że ludzie coraz rzadziej odwiedzają świątynie, że nie ma wystarczających rozrywek dla wszystkich i szerzy się demoralizacja w porcie. Jeśli już mamy wybierać to wybierzmy swoich – Aschaffenbergów.
- Mówisz tak panie, bo ty pracy nie stracisz – z przekorą powiedział wielebny Heinrich. – Świątynia Sigmara będzie stała zawsze niezależnie od tego, kto rządzi w mieście. Dlatego tak łatwo idzie ci szacowanie szans kogokolwiek.
- Ty również wielebny – syknął sigmaryta. – Może nowy możnowładca zainteresuje się tym, co masz w swoim księgozbiorze. A z tego co wiem, masz co ukrywać.
- To nie miejsce ani czas na to, panie – spokojnie odrzekł Heinrich. – Już o tym rozmawialiśmy i to w takim samym gronie. Wszystko zostało wyjaśnione więc nie ma potrzeby wracać do tego. Mój księgozbiór to własność kościoła Vereny i to on o nim decyduje a nie ty panie lub ktokolwiek inny w tym mieście. Teraz jest czas na coś Kapłan Sigmara Gunther Emminginnego. Obowiązuje nas prawo i jego się trzymajmy. Mamy wybory…
- Dlatego wydaje mi się, że jeśli mamy już wybierać to wybierzmy swoich.
- A co się wielebnemu nie podoba w obecnym układzie? – spytał mag.
- Czasami dobrze jest coś zmienić, bo gnuśność i przyzwyczajenie może prowadzić do zepsucia a stąd już tylko krok do czegoś gorszego – huknął kapłan. – Nowa władza, jaka by nie była, na pewno spojrzy innym okiem na to, co teraz jest pomijane lub zaniedbane.
Wzrok sigmaryty spoczął na kapłanie Vereny. Starzec nic sobie nie robił z tych zaczepek wiedząc, że ma za sobą prawo. Inni byli najwyraźniej rozbawieni całą sytuacją i potraktowali to jako przerywnik. Jednak w ich uśmiechach było więcej nerwowości niż zwykle. Johan obserwował te dyskretne oznaki zdenerwowania i zagubienia. Czuł, że nie wszyscy mówią to, co myślą a zwarty front Rady wobec obecnej władzy jest zagrożony. Takie wybory nie przysłużą się niczemu dobremu i jeszcze bardziej rozdzielą ludzi i wpływy. Cesarski urząd podatkowy chyba miał to na względzie bowiem taki ruch nie służyłby budowie czegoś dobrego tylko na rozbijaniu. Chyba że to test mający sprawdzić na ile rządzący monolit jest jednolity. Jeśli go zda, to będzie dobrze, ale Johan miał dziwne przeświadczenie, że może nie zdać. A wtedy…
- Zostawmy to, co nie jest istotne teraz – Maler próbował zaprowadzić porządek. – Musimy zapewnić przeprowadzenie wyborów, porządek i powstrzymać próby działań wkopania konkurentów.
- Z tym będzie największy problem – podchwycił Erwin Blucher, kapitan straży miejskiej. – Nie mam za dużo ludzi, ochotników nie chcę brać w takim gorącym czasie bo nie wiadomo, kto przyjdzie. Do obstawienia będą ulice oraz ważniejsze miejsca, ale nie wszystko się uda.
- Zapewnię pomoc w miarę moich możliwości – powiedział mag. – Za niedługo będę miał do pomocy kilku moich pobratymców, to znacznie usprawni pracę. Zajmę się kwestią delikatniejszą niż pilnowanie ulic. To zostawię kapitanowi, ale będziemy w ścisłym kontakcie. Faktycznie może zacząć się ruch dyplomatyczny i nie tylko. Lepiej mieć na wszystko oko.
Głowa gildii kupieckiej Alfred Karstadt- To przynajmniej tyle – Maler zatarł ręce. – Na kolejnym posiedzeniu ustalimy co i jak z samymi wyborami i zobaczymy co przyniesie nam najbliższy tydzień. Pracujmy dalej i niech to już minie. Ze spraw, które miały miejsce ostatnio to jeszcze jest kwestia kopalni. Jak wiedzie miasto odkupiło koncesję na wydobycie kamieni szlachetnych z Czarnej Góry. Jest już tam nasza ekipa, ale nie radzi sobie z organizacją wszystkiego bo trzeba to zrobić niemal od podstaw. Jakieś pomysły co z tym zrobić?
Szary Mag Jphan Engel- Czarna Góra? – odezwał się krasnolud. – Tam już nie było nikogo o ponad czterystu lat. Nic tam nie ma poza szybami górniczymi i śmiercią. Dolne korytarze podobno zostały zasypane przez krasnoludy bo przekopały się do jakichś skał, które powodują choroby. To nie jest dobry pomysł.
- Nie zamierzamy niczego odkopywać tylko wyeksploatować to, co zostało z części dostępnej. Możliwe, że choroba już opuściła ten teren. W końcu minęło prawie pół millenium a po takim czasie nawet choroby wymierają – burmistrz wygłosił krótką formułkę.
- Tak, niczego nie chcemy zrobić na siłę. Możliwe, że poślemy tam kogoś, kto to sprawdzi, ale teraz będzie to trudne bo jest zamieszanie w mieście. Może po tym całym zajściu zostaną w mieście ci, którzy będą szukać roboty – rezydent uspokajająco pokiwał ręką. – Mości Rogni nie musisz się kłopotać. Miasto będzie nad tym sprawowało pieczę i nie będziemy naruszać niczego co mogłoby zagrozić komukolwiek.
- Ech, wy ludzie. Ciągle wam mało – mruknął krasnoludzki poseł. – To wiedzcie, że raczej żaden z krasnoludów do tego ręki nie przyłoży. To miejsce jest obłożone klątwą i chyba tylko desperat mógłby tam pójść. Czarna Góra jeszcze upomni się o to, co jej.
Poseł krasnoludzki Rogni DeepdelveSpotkanie zostało zakończone. Wszyscy rozeszli się do swoich siedzib. Sigmaryta w gniewie wybiegł pierwszy a po nim kolejni opuszczali budynek Rady. Na koniec został burmistrz i rezydent. Nie mieli wesołych min, ale w ich sytuacji nikt by nie miał. Poważne zadanie jakim są wybory to nie kasza ze skwarkami.
- Jak myślisz Johan? Damy radę? – zapytał burmistrz.
- Nie wiem – wolno odpowiedział mag ale głos mu drżał. – Będzie ciężko. Zaczną się podchody. Za dużo kandydatów a za mało nas do pilnowania. I do tego jeszcze wewnętrzne spory. Najtrudniej będzie właśnie z tym. A co mówi twój doradca Ernście?
- Jest dziwnie spokojny. Mówi, żeby robić to, co zawsze i podejmować decyzje takie jak zawsze a wszystko dobrze się ułoży i miasto na wyborach nie straci. Będzie ciężko, szczególnie tuż po nich, ale z pożytkiem i długim skutkiem na potem. Wiesz… nie mam powodów mu nie wierzyć. Już w tylu sprawach doradzał i zawsze miał rację. Z resztą sam wiesz…
- Tak, wiem. Ale skoro on tak mówi, to znaczy, że jakoś to będzie.
Potem rozeszli się. Kolegialny mag udał się do swojej wieży. Wieczorem Ubersreik nie jest szczególnie malowniczym miejscem, ale rzeka i most nad nim uspokajały. Trwały krasnoludzki dar dla miasta istniał od zawsze i symbolizował niezmienność i oparcie. Johan jednak z każdym rokiem pracy tutaj wątpił w stałość. Niby wszystko dobrze się układało, ale coś podskórnie nie pasowało. A najwięcej miał wątpliwości odnośnie doradcy Malera. Człowiek nie wyróżniający się z tłumu, ale dużo wiedzący. Podejrzewał, że to może być jakiś uczony, ale parę lat temu sprawdzał ukradkiem i nie znalazł nikogo takiego na uniwersytetach. Nie wyglądał na obcokrajowca, ale ta ogłada sugerowała kogoś znacznego. Druga myśl krążyła wokół Kolegium. Jednak nie Kapitan Straży miejskiej Erwin Blucherwyczuwał w nim maga. Było coś niewyraźnego, ale nie mag. Tym bardziej, że im więcej o nim myślał tym bardziej się jego obraz zacierał. Zawsze spadał na sam dół spraw do załatwienia, do przegadania i do sprawdzenia. Przypominał o nim sobie dopiero, gdy wspominał o tym Maler. Jakby działał tutaj jakiś czar. Albo może coś jeszcze? Gdy Johan doszedł do wieży to już nie miał w głowie doradcy tylko wybory. I to, że będą dziać się podczas nich dziwne rzeczy. I musiał się na nie przygotować a nawet im zapobiec. W końcu był szarym magiem. Członkiem Korpusu Cienia.
W tym samym czasie do miasta przybywa dzielna drużyna. Zostawiła za sobą Stromdorf i od paru dni cieszyła się wreszcie słońcem, brakiem deszczu i szmerem wietrzyka. Z ulgą przybyli do miasta a z jeszcze większą stanęli w karczmie portowej i zamówili kaszę ze skwarkami. Zjedli ze smakiem i straszliwie zmęczeni odłożyli na jutro wizytę dającą im profity za wykonane zadanie i czas na znalezienie kolejnej roboty.

Comments

Mówiłem, że Johan to lamer ;) Nawet delikatne sugestie, że w mieście źle się dzieje i że są rzeczy, które Korpus Cienia przegapia, mimo że są pod samym nosem, nic nie dały.

 

ten wpis jedynie potwierdza nasze podejrzenia.

 

Dlatego się pojawił :)

Potwierdza, że Mistrz Johann nie współpracuje z Obcinaczem Palców, a ten za to to lepszy cwaniak i nie tylko przed naszym magiem się potrafi maskować.

MarcinRauf

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.